niedziela, 22 grudnia 2013

12

Wszystko działo się tak powoli. Siedziałam przy nim nie wiedząc jak mu pomóc. Pamiętam jak jeden z mężczyzn odciągnął mnie od jego ciała i próbował uspokoić, chociaż nie panikowałam. Jedyne co to powtarzałam w kółko jego imię. Drugi zajął się nim. Sprawdził czy oddycha, próbował go obudzić, ale bezskutecznie. Przybiegł trzeci. Z noszami. Delikatnie podnieśli go i ułożyli po czym ruszyli w stronę drzwi. Ratownik podniósł mnie i zaprowadził do karetki. Posadził mnie na miejscu z przodu i powtarzał żebym się uspokoiła. Ruszyliśmy. Mijaliśmy wszystkie auta z niesamowitą prędkością. Z tyłu dochodziły niespokojne odgłosy. Jakaś maszyna pikała. Słyszałam dźwięk rozrywanego materiału. Mężczyzna przeklął.
Gdy dojechaliśmy wbiegli z nim do środka. Kierowca otworzył mi drzwi i wprowadził do budynku. Zawołał kogoś i kazał mi czekać. Usiadłam na zimnym krześle i zdałam sobie sprawę, że trzęsę się.
-Chcesz coś na uspokojenie?-ciepły głos owinął mój umysł. Powoli spojrzałam do góry i ujrzałam nad sobą zatroskaną twarz prawdopodobnie pielęgniarki. Kiwnęłam głową. Weszła do pomieszczenia obok. Po chwili wróciła z kubkiem i naczyniem. Posłusznie wzięłam tabletkę i popiłam ją wodą. Oparłam głowę o ścianę i przymknęłam powieki. Lek powoli zaczął rozluźniać moje spięte ciało i umysł.
-Jak masz na imię?-spytała
-Iga-szepnęłam
-Pamiętasz co dokładnie się stało?
-Ni...nie wiem. W jednej chwili stał przede mną uśmiechnięty, a w drugiej leżał..we krwi, a ja...-cicho zaszlochałam-nie wiedziałam jak mu pomóc..cokolwiek
-Nieprawda. Prawdopodobnie uratowałaś mu życie.-Kobieta złapała mnie za dłoń, a ja spojrzałam w jej oczy. 
-Co mu się stało?-wyszlochałam
-Nie wiem, ale bądźmy dobrej myśli. Jeśli chcesz mogę pójść i spróbować się czegoś dowiedzieć, ale musisz mi obiecać, że tu zostaniesz i spróbujesz się uspokoić.
-Mogłabyś?
Kobieta uśmiechnęła się i ruszyła wzdłuż długiego korytarza. Zniknęła za białymi drzwiami. Skuliłam się na krześle cicho czekając na jej powrót.
-Iga, słońce,chodź!- zawołała mnie po kilku minutach.
Zerwałam się z siedzenia i popędziłam w kierunku ogromnego wejścia. Przed samymi drzwiami zwolniłam i przystanęłam obok niej zerkając niepewnie to na nią to na pomieszczenie.
-Sytuacja opanowana, możesz wejść. Pacjent jest trochę przemęczony, więc nie będziesz mogła siedzieć za długo dobrze?
-T...tak tak rozumiem.-Niepewnie weszłam do środka.
Jamie leżał na środku ogromnego białego pokoju. Do jego prawej ręki przyczepione były jakieś rurki. Obok pikała jakaś maszyna. Na nagiej klatce piersiowej widniało dużo dziwnych kolorowych kółek z rurkami.  Spokojnie oddychał, uważnie mnie obserwując. Był bledszy niż zwykle. Pod jego oczami pojawiły się nagle sińce. Uśmiechnął się blado.
-Nie bój się-powiedział słabym głosem.
I wtedy coś we mnie pękło. Zdecydowanym krokiem podeszłam do łóżka i uklękłam po jego lewej stronie. Złapałam go za tą samą dłoń i mocno ją do siebie przytuliłam. Był bezbronny. To była jego druga strona. Z pozoru niezniszczalny Jamie był też słaby. Jak każdy człowiek. Westchnęłam cicho i musnęłam ustami jego dłoń. Przymknął powieki i wydał z siebie cichy dźwięk zadowolenia albo zaskoczenia. 
-Przeraziłeś mnie-szepnęłam
-Wiem.
-Co ci się stało?
-To...to jest bardziej skomplikowane niż ci się wydaje.
-Wytłumacz mi.
Chłopak otworzył oczy i spojrzał na mnie wzrokiem, który zmroził mi serce. Wyglądał w tym momencie jak samotny, zraniony chłopiec. Poczułam jak łzy płyną mi po policzkach. Wyjął dłoń z moich objęć i musnął mokrą skórę twarzy.
-A co jeśli dowiesz się prawdy i uciekniesz?
-Hej uratowałam ci życie-zaśmiałam się cicho, na co on się uśmiechnął-nigdzie się nie wybieram-spojrzałam na niego poważnie. 
Widać było, że analizuje to co powiedziałam. Po kilku długich sekundach przesunął się na łóżku i klepnął miejsce obok siebie. Zsunęłam trampki z nóg i wskoczyłam delikatnie do łóżka. Objął mnie ramieniem a ja wtuliłam się w jego rozgrzane ciało uważając na wszystkie rurki. Pocałował mnie w czoło, a ja poczułam jak kolejne łzy spływają mi po policzkach.
-Trzy lata temu miałem poważny wypadek. Okazało się, że potrzebny będzie przeszczep serca. Przez długi czas nie mogli znaleźć dawcy i już spisali mnie na straty kiedy nagle pojawił się organ.-patrzył przed siebie nieobecnym wzrokiem, zaczął szybciej oddychać- Po przeszczepie wpuścili do mnie zapłakaną mamę. Wydawała się szczęśliwa..ale też smutna. Spytałem się jej dlaczego. Rozpłakała się i powiedziała, że wie kto jest dawcą. Więc spytałem kto. Przecież to normalne, że chciałem wiedzieć kto dał mi życie prawda?-spojrzał na mnie. Miał oczy pełne łez.-A ona tylko szepnęła 'Sebastian' i wybiegła-przytulił mnie mocniej
-Kim.. był Sebastian?-szepnęłam
-Moim starszym bratem.
-On..
-Nie. On nie miał wypadku. Chciał być dawcą, ale nikt nie chciał go zabić byleby mieć organ. Więc zrobił tak, żeby spisali go na straty, ale organ nadawał się do przeszczepu i teraz ja jestem nim i sobą i...
-Shh wszystko dobrze. Jestem tu.-musnęłam jego szyję. Schował twarz w moje włosy i próbował się uspokoić, ale łzy dalej leciały.
-Znienawidziła mnie. Widzę to. Za każdym razem jak na mnie patrzy. On był idealny rozumiesz? Dostał się na najlepsze studia w kraju, miał świetne wyniki, możliwości. A ja? Jestem nikim. Nawet po tym jak dostałem drugą szansę.
-Nie mów tak
-Ale to prawda Iga-przerwał mi po raz kolejny. Odsunął mnie od siebie tak żeby mógł spojrzeć mi gniewnie w oczy-Jestem skończonym idiotą. Mimo tego wszystkiego nie odpychasz mnie. Czemu? Będę dobrą zabawką na chwilę, ale wyobraź sobie co będzie jak to wszystko posunie się dalej. Chcesz wariata, psychopatę, idiotę, życiowego osła przy swoim boku? Albo co będzie jak ci się znudzę?
-Jamie uspokój się. Dlaczego miał byś mi się znudzić.
-Matce się znudziłem.
Zapadła cisza. Na każde wypowiedziane teraz moje zdanie miał przygotowane kontrargumenty, jak zawsze. Przysunęłam się do niego i złapałam go za podbródek. Spojrzał na mnie zaskoczony, ale nim zdążył cokolwiek powiedzieć pocałowałam go. Wlałam w ten pocałunek całą złość, strach i radość które odczułam podczas ostatniej godziny. Objął mnie w pasie i odpowiedział mi tym samym. Musnęłam dłonią jego klatkę piersiową i położyłam ją nad sercem. Cicho jęknął, ale nie przerwał pocałunku. Wsunął dłoń w moje włosy i przycisnął swoje ciało do mojego.
-Nie chcę wam przeszkadzać, ale za minutę Jamie ma zabieg, więc wizyta powinna się zaraz skończyć-przerwał nam roześmiany męski głos.
Automatycznie od siebie odskoczyliśmy. Zdyszana spojrzałam na niego. Siedział z tym swoim zadziornym uśmieszkiem i błyskiem w oczach.
-Nie zostawię cię-szepnęłam
-Wiem-pocałował mnie w dłoń
-Tylko obiecaj mi jedno

-Co tylko zechcesz
Spojrzałam na niego niepewnie. Wstałam i przeszłam powoli po pokoju. W końcu oparłam się o ścianę i spojrzałam na niego.
-Skoro masz w sobie żywą część Sebastiana to.. może zmień coś w swoim życiu. Nie narzekaj, tylko zmień. Wiesz...Kilka miesięcy temu... Moja mama nas zostawiła dla innego. Stworzyła sobie nową rodzinę, zostawiając nas ot tak z dnia na dzień. Tata był załamany, a Tymon nie wiedział co się dzieje. A ja gruba, z kompleksami musiałam przejąć jej rolę. I udało mi się. Do tego w końcu zrobiłam coś ze swoim ciałem i psychiką. Nie żałuję żadnej decyzji wtedy podjętej. Zmiany są dobre. Trzeba tylko chcieć i mieć kogoś kto cię wspiera. A ja będę cię wspierać. Będę przy tobie niezależnie od tego co zdecydujesz.
-Mogę to przemyśleć?
-Tak.-podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek-Jak by mieli cię dzisiaj wypisać to dzwoń przyjadę. Jak nie to jutro wpadnę z krzyżówką żebyś się nie nudził.
-Ooo kocham krzyżówki-zaśmiał się.
Gdy wychodziłam zerknęłam delikatnie za siebie. Leżał uśmiechnięty. Wydawał się spokojniejszy. Odetchnęłam z ulgą i ruszyłam w kierunku wyjścia.

4 komentarze:

  1. Ooo słodko <3 współczuję Jamiemu :(
    Czekam nn ;*
    Xoxo @JustynaJanik3

    Ps. Wesołych !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Boze to jest wspaniale

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam te opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń