sobota, 16 listopada 2013

2

Z czułością musnął moje usta.
-Jesteś moja – szepnął. Uśmiechnął się z słodkością diabła i odwrócił w drugą stronę. Pewnym siebie krokiem ruszył w kierunku ciemnej ulicy.
-Stój!- Krzyknęłam. Chłopak nie odwrócił się. Szedł dalej przed siebie. –Potrzebuję cię!- Dalej żadnej reakcji. Dotknęłam dłonią brzucha-My cię potrzebujemy-Powiedziałam sama do siebie.


-Ile można cię dziecko budzić-Poczułam jakby mnie ktoś wrzucił do basenu pełnego lodowatej wody. Zerwałam się z łóżka niepewna co się dzieje. Nade mną pochylał się ojciec z lekko zdenerwowanym wyrazem twarzy. –Tylko bez pisków. Za. 30. Minut. Wyjeżdżamy. Czas. Start.
-JAK TO 30 MINUT?!- Wrzasnęłam.
-Tak to. Budzę cię już od godzin. Za pięć minut śniadanie- Wyszedł z mojego pokoju. Załamana podeszłam do szafy i wyjęłam przygotowany dzień wcześniej strój. Nie był szalenie twórczy. Zwykłe czarne spodnie, biały t-shirt i szary sweter. Do tego para trampek przed kostkę, kolorowe bransoletki i pierścionki. Szybko narzuciłam to wszystko na siebie i weszłam do łazienki. Umyłam zęby i twarz. W końcu zerknęłam w lustro i zrezygnowana uznałam, że odrobina makijażu to dziś obowiązek. Nałożyłam trochę pudru i tuszu. Delikatnie przejechałam czerwoną szminką po ustach. Wzięłam moją ulubioną, drewnianą szczotkę do włosów i zgrabnym ruchem rozczesałam je. Ponownie zerknęłam na swoje odbicie, jednak nadal nie byłam do końca zadowolona. Wyszłam z łazienki i podeszłam do biurka. Wrzuciłam wszystkie książki do plecaka i zeszłam na dół.
Tymek opowiadał z przejęciem swój sen rozlewając wszędzie swoje płatki z mlekiem. Tata wsłuchał się w poranne wiadomości. Poranek jak zawsze. Uśmiechnęłam się i dokończyłam szybko swoją kanapkę. Wrzuciłam jabłko do plecaka. Równo o 7 usłyszałam trąbienie.
-To pewnie Nick, pa!
-Wróć o normalnej porze i nic nie nabroi!- Krzyknął tata.
-Tak tak wiem pa!
Nick siedział w aucie energicznie kiwając głową w rytm dziwnej piosenki. Uśmiechnęłam się do niego, na co on niezauważalnie przytaknął głową i ruszyliśmy w kierunku szkoły.
Już chciałam powiedzieć byle co żeby przerwać ciszę kiedy chłopak odezwał się ochrypłym głosem.
-Chyba ktoś ma cię na oku
Na początku nie zrozumiałam, o co mu chodzi. Spojrzałam w kierunku ‘naszego’ miejsca parkingowego i ujrzałam blondyna o lodowych oczach. Poczułam jak wszystkie mięsnie mi się napinają a serce przyśpiesza. Chłopak patrzył prosto na mnie. Jego włosy skąpane w porannych promieniach słońca wyglądały na posypane drobinkami złota. Znowu ubrany był cały na czarno. Niedbale stał oparty o motocykl. Gdy zaparkowaliśmy nerwowo wysiadłam z auta starając się nie spoglądać w jego stronę. Kątem oka zauważyłam, że jego usta nieznacznie układają się na coś w kształcie uśmiechu. Przemknęłam szybko obok niego i popędziłam w kierunku sali czując na sobie jego palący wzrok.


Dzisiejsze lekcje wyjątkowo mi się dłużyły. Nerwowo zerkałam na zegarek marząc o długiej przerwie. Gdy w końcu wybiła 12 zerwałam się z miejsca i pobiegłam pod drzewo. Tam spokojnie usiadłam i spróbowałam się zrelaksować. Wszyscy zaczęli się schodzić. Spojrzałam na ich twarze, każdy uśmiechnięty i wypoczęty. Rozmawiali, śmiali się.
Wyjęłam z torby jabłko i zaczęłam jeść. W końcu Nick dotarł pod drzewo i usiadł obok mnie. On również tryskał szczęściem i pozytywną energią. Starałam się wyglądać na równie radosną, ale szczerze wątpię żeby mi to wychodziło.
-I jak początek?
-Nie jest tak źle jak myślałem, że będzie.
-Optymistycznie.
-Jak zawsze-puścił mi oczko. Siedzieliśmy chwilę w ciszy, kiedy spojrzał na mnie lekko zestresowany-Wiesz um zmieniłaś się
-Tak? Nie zauważyłam-poklepałam się po brzuchu i oboje zaśmialiśmy się
-No tak ale chodzi mi też o to, że jesteś teraz bardziej atrakcyjna i chyba już masz kilku amantów
-Mm, ująłeś to tak poetycko
Nick teatralnym gestem ukłonił się na siedząco wprowadzając mnie w nieopanowany chichot. Spojrzał na mnie z uroczym uśmiechem.
-Chyba podobasz się Troyardowi
-To ten od motocykla? -Starałam się wyglądać na nie przejętą, ale serce automatycznie mi przyśpieszyło na dźwięk jego nazwiska. Troyard. Troyard. Troo-yyy-aard.
-Tak. Ten, który rano na parkingu rozbierał cię wzorkiem.
-Oj przestań, pewnie ci się wydawało-klepnęłam go nerwowo w ramię.
-Kochanie, jestem gejem. Widzę takie rzeczy.
-To, że jesteś gejem nie znaczy, że widzisz wszystko.
-Ale jestem Nick Greyard. Jestem bogiem.
-Chyba idiotą.
-Ale twoim-puścił mi oczko a ja oparłam głowę o jego ramię. Westchnęłam głośno i w końcu ośmieliłam się powiedzieć na głos- Myślisz, że serio mnie zauważył?
-Raczej tak. Ale jak widzę, ty na pewno go zauważyłaś-spojrzał na mnie z tym swoim głupkowatym uśmieszkiem
-Spadaj- trzepnęłam go w brzuch, a on wybuchł śmiechem. Reszta osób pod drzewkiem spojrzała na nas, ale rękoma pokazałam im, że to nic ważnego i wrócili do swoich spraw.
 Resztę przerwy spędziłam leżąc oparta o Nicka szukając wzorkiem tajemniczego chłopaka. Jednak moje poszukiwania skończyły się totalną porażką. Trochę przybita wróciłam na lekcje i czekałam na ostatni dzwonek jak na wyrok. Gdy zadzwonił wyszłam z klasy i zerknęłam na wyświetlacz telefonu. Na ekranie wyświetlił się dymek ‘NOWA WIADOMOŚĆ’ Kliknęłam wyświetl.

Od:Nick
Sory, ale muszę szybko wracać. Annie się źle czuje. Mam nadzieję, że to nie problem.Xx

Szybko wystukałam wiadomość
Od:JA
Ok., rozumiem. Mam nadzieję, że to nic poważnego. Napisz do mnie później. X


Idąc w kierunku przystanku autobusowego wyminęły mnie motocykle. Jeden zwolnił obok, a kierowca odchylił szybkę w kasku. Lodowe oczy spojrzały na mnie. Przez chwilę miałam wrażenie, że płoną. Potem zniknął tak szybko jak się pojawił.







Przepraszam, że tak długo, ale przez szkołę nie mam czasu na nic. Do tego czuję, że lada moment się rozchoruję. Akcji nadal nie ma, ale postaram się dodać jak najszybciej trzeci rozdział z czymś ciekawym :-)

4 komentarze: