sobota, 23 listopada 2013

4

Dzisiaj czekała mnie pierwsza lekcja angielskiego. Uwielbiałam ten przedmiot. Szczególnie kiedy prowadził go pan Constanz. Pochodził z Argentyny, ale jego znajomość języka i kultury angielskiej była godna pozazdroszczenia. Był energicznym pasjonatem swojej pracy. Zawsze zasypywał nas ciekawymi opowieściami i informacjami.
Weszłam do klasy jako jedna z ostatnich. Szybko zajęłam wolną ławkę z przodu i zaczęłam się rozpakowywać. Po chwili usłyszałam, że ostatnia osoba zamknęła za sobą drzwi i nauczyciel zaczął lekcje. Szukałam w torbie jakiegokolwiek ołówka, ale bezskutecznie. Zrezygnowana odłożyłam ją na ziemie i odwróciłam się do osoby za mną. Zanim zorientowałam się kim jest owa osoba słowa poleciały z moich ust
-Hej masz może ołówek?
Lodowate oczy spojrzały na mnie z rozbawieniem. Kąciki jego ust podniosły się delikatnie do góry tworząc lekko kpiący uśmiech. Chłopak wyciągnął z kieszeni skórzanej kurtki drewniany ołówek i podał mi go.
-Proszę bardzo.
-Um..dzięki.- Speszona odwróciłam się szybko.
Przez całą lekcję czułam się obserwowana. Za każdym razem jak spróbowałam zerknąć za siebie, kątem oka widziałam jego rozbawienie. W pewnym momencie zaczęło mnie to wszystko irytować. Starałam się skupić na lekcji. Pan Constanz opisywał dziś po trochu co będziemy robić przez cały semestr. Zapisałam wszystkie lektury i terminy prac. W końcu mieliśmy dojść do tematu wycieczki, kiedy zadzwonił dzwonek i nauczyciel uznał, że dokończymy rozmowę na kolejnej lekcji. Z westchnieniem nachyliłam się po torbę. Dłonią zaczęłam dotykać zimnej podłogi kiedy spostrzegłam, że jej tam nie ma. Spanikowana, zaczęłam się rozglądać po klasie kiedy zauważyłam, że ktoś stoi przy mojej ławce.
-Damy nie powinny się przemęczać.- Chłopak spojrzał na mnie z najbardziej irytującym uśmieszkiem jakim tylko mógł.
-Och co za dżentelmen!- Wyrwałam mu torbę z ręki i wrzuciłam do niej wszystkie książki. Wzięłam ołówek w dłoń i teatralnym gestem podałam mu-Dziękuję jeszcze raz.
-Obyś częściej zapominała ołówka. Mam małą prośbę.- Jego oczy zabłysły. Rzuciłam mu niepewne spojrzenie. Poczułam jak moje serce szybciej bije. Rok temu żaden przystojny chłopak nie podszedł by do mnie z jakąkolwiek prośbą, a co dopiero taki szkolny bad boy.
-Tak?- Starałam się wyglądać na obojętną, jednak z niecierpliwością czekałam na jego pytanie.
-Moglibyśmy spotkać się na długiej przerwie przy akacji? To niedaleko ceglastej ściany. Chciałbym przepisać twoje notatki, bo jakoś dzisiaj nie miałem głowy do ich robienia.
-Um, ok.
-Nie martw się o lunch, kupię coś. Na co masz ochotę?
-Eee-stałam jak wryta. Nieznany, przystojny chłopak proponuje mi lunch pod drzewem? No hALO CO SIĘ DZIEJE ZIEMIA DO IGI. Otrząsnęłam się i z udawaną pewnością siebie palnęłam pierwsze co przyszło mi do głowy- sałatka z kurczakiem?
-Mówisz i masz. Do zobaczenia Igo.-I odwrócił się. Przez kilka sekund obserwowałam go po czym krzyknęłam za nim- Jak masz wgl na imię?!
-Przyjdź a się dowiesz-puścił mi oczko i wyszedł.
Z mieszanką myśli i uczuć udałam się na następne zajęcia.

Kolejne lekcje dłużyły mi się niemiłosiernie. Na przerwie zaopatrzyłam się w ołówek Nicka, żeby uniknąć podobnych sytuacji. Kiedy mu powiedziałam, że nie będzie mnie dziś na lunchu zrobił wielkie oczy jakbym oznajmiła, że wyprowadzam się na Alaskę. Rozbawiona uznałam, że nie zdradzę mu gdzie i z kim będę. Niech trochę pogłówkuje. 
Kiedy zadzwonił dzwonek oznajmiający długą przerwę dopadł nie stres. Szybko schowałam wszystko i pobiegłam do łazienki. Zerknęłam na swoje odbicie i z przerażeniem uznałam, że chłopak nie mógł uznać mnie za atrakcyjną więc pewnie chodzi tylko o lekcje. Wyglądałam dziś jak żywe zombie. Szybko wyjęłam awaryjny zestaw z torby. Nałożyłam trochę podkładu na twarz i przejechałam czerwoną pomadką po ustach. Rozczesałam dokładnie włosy i ściągnęłam ramoneske. Przewiesiłam ją przez torbę i szepnęłam do siebie 'Dasz radę'. Pewnym siebie krokiem wyszłam z łazienki i pokierowałam się w umówione miejsce.
Stał oparty o drzewo i palił papierosa. Obojętnym wzorkiem spoglądał na grupki dziewczyn ustawione w różnych odległościach, zachwycających się każdym jego ruchem. Po jego minie widać było, że lubi być w centrum uwagi. Gdy jego wzrok padł na mnie uśmiechnął się. Był to jeden z tych uśmiechów, który powoduje w twoim brzuchu przyjemne ciepło. Ten, który zmusza cię do odwzajemnienia radości. Uśmiechnęłam się i podeszłam do niego. Kątem oka widziałam, że wianuszki panienek zdenerwowały się moim przybyciem.
-Długo karze pani na siebie czekać.
-Mam nadzieję, że warto poświęcić panu czas.
-Zawsze-uśmiechnął się i zgasił papierosa. Usiadłam na ziemi i oparłam się o drzewo. Chłopak dosiadł się do mnie i wyciągnął w moim kierunku dłoń. Spojrzałam na niego z ukosa nie rozumiejąc o co mu chodzi.
-Zazwyczaj kiedy ktoś wyciąga w twoim kierunku rękę, chce się przywitać bądź przedstawić.
-Oh-pośpiesznie podałam mu swoją dłoń
-Jamie Troyard
-Iga Vertend
-Miło mi-uśmiechnął się i energicznie potrząsł moją dłonią
-Mi również-odwzajemniłam uśmiech i oboje wybuchliśmy śmiechem.
-Uu, chyba budzimy zainteresowanie-kiwnął głową w stronę ciekawskich spojrzeń
-Poprawka, to ty budzisz zainteresowanie
-Uważasz mnie za interesujący obiekt?-Zrobił zadziorną minę, a ja ugryzłam się w język
-Gdzie moja sałatka?-Chciałam zmienić temat, ale chłopak wyczuł o co mi chodzi i roześmiał się podając mi pudełko
-Dzięki. A tu masz notatki- podałam mu zeszyt i zabrałam się za jedzenie.
W trakcie posiłku odpowiadałam na zadawane przez niego pytania. Czułam się dość swobodnie w jego towarzystwie. Nawet więcej niż swobodnie. To było takie naturalne. Siedzenie przy pięknej akacji, jedzenie sałatki i wpatrywanie się jak przepisuje daty egzaminów. A on pytał mnie o najprostsze rzeczy takie jak np. co lubię jeść, co robię w wolnym czasie itd.
Gdy zjadłam ostatni kawałek kurczaka Jamie odłożył długopis.
-No w końcu, ile tych egzaminów można mieć.
-Uważaj, to pan Constanz, on jest zdolny do wielu rzeczy- Chłopak posłał mi słodki uśmiech, a ja poczułam się jak w niebie. Nagle ktoś zawołał go po nazwisku. Oboje zerknęliśmy w tym samym kierunku. Stała tam grupka chłopaków ubranych bardzo podobnie do Jamiego. Zapewne reszta Demonów. Spojrzałam na Jamiego. Już stał i niepewnie patrzył w moją stronę. Wstałam. Jego wszystkie mięśnie były napięte, a jego twarz wyrażała totalną dezorientację.
-Wszystko ok?
-Tak. Dzięki za notatki. Cześć. -Odwrócił się i poszedł do nich. Po chwili wszyscy ruszyli w kierunku parkingu. Patrzyłam jak się oddala, a on ani razu nie zerknął w moją stronę. Wzięłam swoje rzeczy i wybiegłam ze szkolnego placu. Zerknęłam na zegarek. Zostały mi dziś tylko dwie lekcje matematyki, na których nie wysiedzę. Napisałam sobie zwolnienie, dałam jednej dziewczynie z zajęć tłumacząc się wizytą u lekarza i wyjęłam telefon. Szybko wystukałam numer Nicka i nacisnęłam słuchawkę.
-Tak?
-Gdzie jesteś?
-Tam gdzie ty powinnaś być.
-Oh Nick chrzań się. Zrywasz się ze mną?-nastąpiła cisza. Po kilkunastu długich sekundach usłyszałam jego ochrypły głos- Za pięć minut przy aucie.
Ruszyłam w kierunku parkingu. Mijając ścianę Demonów usłyszałam ciche szepty i głos Jamiego 'zamknijcie się'. Przyspieszyłam kroku. Gdy byłam już niedaleko auta telefon zabrzęczał. Zerknęłam na wyświetlacz. 

Od : Nieznany
Przepraszam za to jak nasze spotkanie się skończyło. To skomplikowane. Przeprasza. Ps. Ładnie to tak wagarować?
J.X

Czytałam wiadomość i nie rozumiałam o co mu chodzi. Poza tym skąd miał mój numer? Oparłam się o auto Nicka i spod włosów zerknęłam w jego stronę. Stał oparty niedbale o ścianę i palił papierosa. Obok niego stała dwójka chłopaków pochłoniętych rozmową. Gdy nasze spojrzenia się zetknęły, Jamie puścił mi oczko. Poczułam jak rumieńce wypływają na moje policzki. Kiedy chciałam jakoś do niego pomachać przyszedł Nick
-No w końcu sobie pogadamy droga panno! Doszły mnie plotki, że...
Dalej go nie słuchałam. Wsiadłam do auta i starałam się zrozumieć co się dzisiaj wydarzyło.

4 komentarze: